po wizycie rodziny…

mieliśmy dziś wizytę rodzinną w naszym ciągle niedokończonym mieszkaniu. Niby

powinnam się smiać, ale trochę mnie to podłamało.

Oto kilka scenek:

1. odnośnie szafki ikea ps, tej wysokiej

– a ta szafka?

– a to kupilsmy ostatnio

– a ja myslałem, że to jakaś z szatni

2. odnośnie szklanej witrynki lekarskiej którą maluję

-o, to jak u dentysty!

3. odnośnie czarnej ściany w kuchni – rozmowa telefoniczna z żoną od razu po

ujrzeniu ściany

– no i faktycznie mają tę czarną ścianę w kuchni… No aż tak źle nie wygląda,

bo meble są jasne

4. odnośnie lampy industrialnej, która ma zawisnąć nad kuchennym stołem

– a to co to jest?

– lampa

– to jest lampa? myślałem, że jakiś hełm.

– nie no, lampa

– wygląda jak jakaś hitlerowska z oświęcimia

5. odnośnie starych drewnianych mebli

– a weźcie to wywalcie, to stare, zapyziałe, kupcie jakiś ładny komplet mebli:

komódka, witrynka i wystarczy.

6. odnośnie betonowej ściany w sypialni, która ma pozostać betonowa

– a z tym co zrobisz?

– a zostawię tam, gdzie ładny beton jest

– nie!

– no tak

– nie żartuj!

– no nie żartuję

– no tak, teraz taka moda…

7. przed samym wyjściem, po zauważeniu metalowego barku na kółkach

– Ojej! i jeszcze tu takie coś!

– …

Przepraszam za nic nie wnoszący wpis, ale musiałam odreagować…